Pierwszy Maraton.

Po 4 miesiącach w miarę konsekwentnych przygotowań 4 maja 2008 roku stanąłem na starcie pierwszego i jak się okazuje rekordowo szybkiego dla mnie maratonu – 7. edycji Cracovia Maraton – 3h 24min 4sek!. Pobiegłem w sumie bez jakichkolwiek założeń i planu – ile sił w nogach, sercu i głowie. Owszem, przełożyło się to na świetny wynik, ale co później odchorowałem, to moje 🙂

Zaręczyny.

Po trzech latach przerwy postanowiłem spróbować raz jeszcze, tym razem podczas 10. edycji Cracovia Maraton i tym razem z zupełnie innymi zamierzeniami. 17 kwietnia 2011 roku, po przeszło 4,5h spędzonych na trasie, kilka metrów za metą uklęknąłem i całkiem skutecznie oświadczyłem się mojej Żonce.

Ściana.

W 2012 roku postanowiłem spróbować swoich sił poza Krakowem. Wybrałem najstarszy i jeden z najszybszych polskich maratonów. Wystartowałem w 39. edycji Maratonu w Dębnie i mimo spotkania na trasie symbolicznej „ściany”,  po 3h i 47min szczęśliwy minąłem linię mety. Nadal wydaje mi się, że pokonanie tej ściany stanowiło dla mnie zdecydowanie najtrudniejszy moment w bieganiu na przestrzeni ostatnich 7 lat.

Batman Maratończyk.

Kiedy w listopadzie 2014 roku red. Kurzajewski prezentował zdjęcia Korony Maratonów Ziemi, moją uwagę przykuły m.in. kapitalne przebrania wielu maratończyków startujących w Stanach. Już na pierwszy rzut oka widać było ich radość z biegania nie na czas, ale radość z „czasu na bieganie”, na luzie, bez spiny, dla endorfin i zdrowia. Wtedy absolutnie nie spodziewałem się jak przełomowe to będzie spostrzeżenie.

12 kwietnia 2015 roku po raz kolejny pojawiłem się w woj. Zachodniopomorskim, gdzie jako jedyny chyba przebieraniec wystartowałem w 42. edycji Maratonu w Dębnie. Tego niesamowitego dopingu, przybijanych piątek, selfie z zawodnikami i organizatorami a przede wszystkim genialnej atmosfery i jeszcze lepszych kibiców – nie zapomnę na całe życie. Tempo dużo poniżej przygotowania i możliwości, ale za to z największą dawką uśmiechu i radości z biegania.Tego dnia w Dębnie narodził się Maratończyk Batman i to dopiero jego początek… (fot. dulny foto oraz Martyna Woźniak fotografia)

Gotham City Kraków.

19 kwietnia 2015 roku Batman Konferansjer ujawnił się po raz drugi – tym razem na Rynku krakowskiego Gotham podczas 14. edycji Cracovia Maraton. Jako że od poprzedniego startu w Dębie minął zaledwie tydzień, start w Krakowie miał być spokojnym wybieganiem, co udało się nawet z nawiązką – w tempie 6.14 min/km.

Teraz przede mną trochę trochę zasłużonego odpoczynku ale i przemyśleń jak ulepszyć przebranie na kolejne starty. Do zobaczenia na trasie… (fot. Monika Targosz Photography, P.Krawczyk/krakow.pl, Konferansjer Piotr Bednarski)

Wroc Loves Batman.

13 września 2015 r. zadebiutowałem w stolicy Dolnego Śląska. W zupełnie nowym rynsztunku Batmana i pełnym jak na złość słońcu, stanąłem na starcie a po niecałych 4 godzinach, także na mecie – 33. Wrocław Maratonu. Bez spiny, bez chojrakowania, nie zapominając, że to pierwszy z trzech maratonów w przeciągu miesiąca i trzeci krok do Korony Polskich Maratonów. Bezcenny doping Kibiców, bezcenne reakcje Biegaczy i Żoncia na mecie. Nie mogło się nie udać. (fot. Mateusz Czmiel / Agencja Gazeta, Konferansjer Piotr Bednarski)

Genialne Gotham – 37. Maraton Warszawski.

37. Maraton Warszawski był dla mnie wyjątkowym przeżyciem. Niezapomniane emocje, turbodoping we wszystkich strategicznych miejscach na czele ze strefami PZU i kapitalnymi zespołami muzycznymi (Raper i Konferansjer PZU na 41 km miażdżyli system), uśmiechnięta i naładowana pozytywnymi emocjami ekipa z punktów nawadniających, najlepsza spośród moich dotychczasowych startów koszulka Adidas, piękny medal „dwóch brzegów”, świetna trasa, optymalna pogoda i naprawdę super-hiper peleryna na mecie, która komu jak komu ale Batmanowi pasuje jak ulał. To był nie tylko największy ale jak dla mnie – najlepszy maraton. Dzięki Organizatorzy. Dzięki Warszawo. Wielka piona! (fot. Fotomaraton, Zycioweorigami.wordpress.com, Konferansjer Piotr Bednarski)

Korona w Poznaniu.

Poznań nie zawiódł. Kibice nieśli Batmana siłą swoich gardeł a prędkość jak zwykle ustąpiła pierwszeństwa tysiącom piątek, fali radości i dziesiątkom rozmów. I wiecie… naprawdę magicznie kończy się maraton „u siebie”. Drugi raz u siebie. Z TAKĄ Ekipą na mecie. Dzięki za obecność i turbodoping – Żonciu, Rodzice, Kasiu, Mario, Ada, Damciu, Nika, Piotrek! (fot. Piotrek, Fotomaraton, D. Świderska / Maratończyk.pl, Konferansjer Piotr Bednarski)

Batman w Koronie!

Udało się. Ponad 900 wytrenowanych i 210 maratońskich kilometrów w 5 wyjątkowych miastach w przeciągu 183 dni. Nieziemski doping, niezapomniane trasy, giga wsparcie Bliskich i Jedna Żoncia zawsze na mecie! To był niesamowity rok. (fot. Piotr Skórnicki / Agencja Gazeta)

11.10.2015 Poznan , Miedzynarodowe Targi Poznanskie . Meta 16 PKO Poznan Maraton im. Macieja Frankiewicza . Fot. Piotr Skornicki / Agencja Gazeta